Perły Koningsa

Gdyby Ad Konings był kierownikiem produktu albo specjalistą do spraw marketingu, pracodawcy ustawiali by się do niego w długiej kolejce. Powód jest oczywisty. Wszystko czego się Ad dotknie "zamienia się w złoto" i zostaje rynkowym przebojem.


Pseudotropheus demasoni                                                                Fot. A. Wojtkowski

Początek lat dziewięćdziesiątych przyniósł między innymi odkrycie dwóch nowych gatunków małych pielęgnic biotopu skalistego. Pseudotropheus saulosi i Pseudotropheus demasoni, bo o nich tu mowa, szybko zadomowiły się w akwariach. Zdecydowały o tym z pewnością takie czynniki jak ogólna moda na Malawi, niewielkie rozmiary tych ryb i ich niezaprzeczalnie piękne ubarwienie.

Osiem centymetrów różnic

 

Co jeszcze, oprócz rozmiarów rzędu zaledwie ośmiu centymetrów, łączy te pielęgnice? Warto na przykład zauważyć, że w naturze oba gatunki zasiedlają dość niewielki areał. I tak, P.demasoni notowany jest w rejonie Pombo Rocks i rafy Ndubmi, zaś P.saulosi zamieszkuje wody Taiwan Reef (okolice wyspy Chisumulu). Obie pielęgnice klasyfikujemy w rodzaju Pseudotropheus – co akurat jest kwestią umowną, bowiem rewizje obowiązującej systematyki i nomenklatury zachodzą szybciej, niż najszybsze nawet procesy ewolucyjne. Oba gatunki reprezentują grupę „mbuna”, i jako takie w powszechnym  rozumieniu wciąż są postrzegane jako operujący w strefie skał roślinożercy. Jest to błędne uogólnienie, wszak coraz więcej gatunków ujawnia nam nader specyficzne ukierunkowania i strategie pozyskiwania pokarmu. Pojęcie „mbuna” należy więc albo zawęzić, albo też redefiniować i umownie przyjąć, że obejmuje wszelkie pielęgnice biotopów skalistych, ale już bez odwołania do ich strategii troficznej. Z dwójki naszych bohaterów jedynie P.demasoni faktycznie jest jaroszem. I tu właśnie zaczynają się różnice.

 

Kluczowa z punktu widzenia hodowcy rozbieżność dotyczy behawioru i skrajnie odmiennego zachowania się tych ryb w akwarium. P.saulosi to gatunek łagodny, polecany także do małych akwariów lub zespołów delikatnych pielęgnic o charakterystykach L.caeruleus i I.sprengeraeP.demasoni dla odmiany wymienia się jednym tchem z P.flavus czy P.elongatus, dość jednoznacznie postrzegając jako agresora i terytorialistę. Pojawia się naturalną koleją rzeczy pytanie: na czym zasadzają się takie różnice w zachowaniu? Jednoznacznej odpowiedzi raczej nie znajdziemy, ale możemy zaryzykować  pewne dywagacje – tym bardziej, że pozwoli nam to poznać lepiej zarówno te dwa konkretne gatunki, jak i uchwycić pewne ogólne mechanizmy.

 

P.demasoni w rozmieszczeniu pionowym notowany jest raczej płytko – na głębokości przekraczającej 10 metrów spotyka sie go jedynie sporadycznie. P.saulosi natomiast w zagęszczeniu typowym dla swej populacji spotykany jest zdecydowanie głębiej. Fakt pozornie bez znaczenia, ale zestawmy go z ukierunkowaniem troficznym tych ryb. Jak wiemy, P.demasoni jest roślinożercą. W obrębie biotopu skalistego Malawi oznacza to w zasadzie glonożercę – brak roślin wyższych w tych siedliskach rekompensują glony, porastające nasłonecznione, odkryte powierzchnie.  Oczywiście ich porost maleje wraz ze wzrostem głębokości. To tłumaczy niechęć P.demasoni do przebywania w niższych partiach wody. Ale glony, choćby i powszechnie dostępne w nasłonecznionych partiach powierzchniowych, pozostają wciąż pokarmem niskokalorycznym. Z kolei wydatki energetyczne ryby żyjącej w odsłoniętej części malawijskiej rafy są bardzo wysokie – obecne są tu w końcu prądy, falowanie, oraz oczywiście konkurencja wewnątrz i międzygatunkowa. A przecież oprócz bieżących wydatków energetycznych pozostaje jeszcze kwestia zabezpieczenia produkcji materiału genetycznego – i wciąż w oparciu o tą samą, uboga bazę troficzną. Nasza układanka zaczyna tworzyć w miarę spójny obraz. Mimo minimalizacji rozmiarów, a więc i minimalizacji zapotrzebowania na materię i energię pochodzącą z wykorzystywanego (i dostępnego) źródła pokarmu, celem każdego osobnika pozostaje utrzymanie rewiru obejmującego możliwie duże żerowisko. Agresja i terytorializm staje się zatem paradoksalnie zachowaniem... defensywnym. Mimo naszego sposobu postrzegania agresji w akwarium, jej celem jest zabezpieczenie własnego, narażonego na wysoki poziom konkurencji żerowiska. Oczywiście sukces zarezerwowany jest w tej sytuacji jedynie dla części osobników. Ograniczony areał wszystkich potencjalnych żerowisk oznacza, że jedynie elita swego pokolenia utrzyma własne rewiry. Czy nie oznacza to zagrożenia dla populacji? Nie, jeśli uświadomimy sobie, ze mamy do czynienia z pewnym naturalnym mechanizmem selekcji, który eliminuje z ewolucyjnej rozgrywki osobniki słabsze. Być może przejściowo oznacza to spadek populacji gatunku. Jeszcze bardziej prawdopodobnym wydaje się, że pozostaje ona w stanie „dynamicznej równowagi” - notując okresowe spadki liczebności (względem tak średniej długookresowej, jak i areału żerowisk), ale i przyrosty, kiedy ten potencjał wykorzystuje nowe pokolenie ryb.


Pseudotropheus saulosi - samiec (wyżej) i samica (niżej)             Fot. K. M. Kaźmierczak

Pseudotropheus saulosi także pobiera pewne ilości glonów podczas żerowania. Najczęściej jest to jednak auwfuchs, a także bezkręgowce – owady, ich larwy, skorupiaki a nawet ukryte w skorupce mięczaki. I choć występuje podobnie jak swój krewniak w strefie mocnych pływów i prądów, to takie zaplecze pokarmowe wydaje się efektywniej zabezpieczać jego potrzeby i  bieżące wydatki energetyczne. Co więcej – jest to baza powszechniej dostępna – zarówno w rozmieszczeniu pionowym, jak i poziomym. Dlaczego więc także i tutaj zaistniała minimalizacja rozmiarów (lub inaczej – czemu w obliczu takiej adaptacji troficznej i dostępnej bazy pokarmowej gatunek nie dorasta do większych rozmiarów)? Nie można przecież tłumaczyć wszystkiego wydatkami energetycznymi. Tym bardziej, że P.saulosi zamieszkuje często jednak dość spokojne partie wody, a w dodatku chętnie obiera rewiry w załomach skalnych, grotach i szczelinach? Możemy teoretyzować. Po pierwsze, osiadły tryb życia prowadzi jedynie część populacji samców – samice i samce „beta” znajdują się w ciągłym ruchu. Zatem przy małych rozmiarach i dostępności pokarmu, wciąż znaczna część pozyskanej materii może zostać zainwestowana w produkcję materiału rozrodczego. Po drugie – takie rozwiązanie oznacza możliwość utrzymania większej liczby osobników w obrębie populacji. Czy jednak ilość nie kłóci się tu z jakością? Czy nie korzystniejszym rozwiązaniem była by tutaj strategia maksymalizacji rozmiarów, co przecież zwiększa szanse gatunku w bezpośrednim konkurowaniu z innymi pielęgnicami? Nie, dopóki działa efektywny mechanizm selekcji. A takowy działa. P.saulosi rozradza się w grotach, lub przynajmniej w miejscach osłoniętych. Takie rewiry posiadają wyłącznie najsprawniejsze i najmocniejsze samce. A więc znów „elita” populacji w danym pokoleniu. Duża ilość samców „beta” czeka na możliwość objęcia rewiru. Ale ze względu na rozmiary często nie może podejmować bezpośredniej konkurencji. Wędrując wraz z grupami samic, zresztą w ich ubarwieniu, nie podejmuje ani konkurowania, ani też – nie polegając na jednym i to specyficznym źródle niskokalorycznego pokarmu – nie staje w obliczu konieczności walki o żerowiska. Zachowania terytorialne i związana z nimi agresja pozostają „w uśpieniu”. Dużo ważniejsza rolę odgrywa współpraca. Pojawia się także oportunizm - troficzny, ale i terytorialny. Jeśli nadarzy się okazja samiec „beta” zajmie potencjalny rewir.

 

Osiem centymetrów alternatywy

 

Ta krótka analiza nie wyczerpuje z pewnością listy wszystkich kształtujących zachowania obu gatunków czynników. Pozwala nam jednak lepiej zrozumieć mechanizmy, które determinują ich zachowanie w akwarium. Szczególnie dużo kłopotów sprawia hodowcom zwłaszcza P.demasoni. Trudno bowiem zaaranżować typowe akwarium w taki sposób, by wszystkim pielęgnowanym osobnikom zaoferować choćby namiastkę potencjalnie atrakcyjnych i bezpiecznych rewirów. Najlepszym rozwiązaniem było by tu umieszczenie w płaszczyźnie dna dużych, wystawionych na działanie oświetlenia płyt wapienia i piaskowca. Optymalnie - izolowanych od siebie konstrukcjami pionowymi – tak by przesłonić pole widzenia rybom. Można wyobrazić sobie taką strukturę, choć trudno już umiejscowić ją w odpowiednich rozmiarów akwarium. I nie chodzi tu wyłącznie o długość zbiornika. Jeśli bowiem konstrukcje poziome – naśladujące naturalne „pastwiska” P.demasoni, miały by znajdować się w połowie słupa wody, to „rośnie” także wysokość akwarium.  Istotnym problemem mogło by także być... pojawienie się na tych powierzchniach glonów. Jest wysoce prawdopodobne, że mimo stałego podawania pokarmu poziom agresji związanej z obrona rewiru – tożsamego z żerowiskiem – wzrósłby w tej sytuacji do stanu skrajnego. Alternatywą pozostaje oczywiście hodowla w aranżacji zaprzeczającej zupełnie rozpoznaniu potrzeb i strategii gatunku. Likwidacja potencjalnie atrakcyjnych rewirów w zbiorniku, przy jednoczesnym przegęszczeniu obsady lub hodowli jednego samca i kilku partnerek, przynosi zazwyczaj dobre rezultaty. Agresja nie przejawia się tam, gdzie brak płaszczyzny, na której mogła by się rodzić. Przynajmniej w teorii. Znałem hodowlę – będącą „kopią” pewnego amerykańskiego projektu, opisywanego na którejś z prywatnych internetowych stron hobbystycznych – gdzie cały wystrój zbiornika zamieszkanego przez kilkanaście P.demasoni stanowiły... trzy płaskie otoczaki ułożone na dnie. Jest to przykład skrajny i oczywiście zarówno estetyka jak i poziom relacji  z naturą pozostawiają tu wiele do życzenia. Ale aranżacja oparta na odpowiednio dobranym tle strukturalnym i wystroju z nielicznych, nieregularnych brył kamiennych (zorientowanych na „pion” – by nie tworzyć potencjalnych rewirów i przesłaniać rybom pole widzenia), ma sens i pozostaje w zgodzie z koncepcją zbiornika biotopowego.

 


Pseudotropheus demasoni                                                                 Fot. A. Wojtkowski

 

Osobnym zagadnieniem jest kwestia łączenia P.demasoni z innymi gatunkami. Zdania hodowców są tu zdecydowanie podzielone. Słyszałem równie często opinie, zgodnie z którymi wyłącznie obecność innych pielęgnic odwraca uwagę P.demasoni od bezpardonowych walk w obrębie własnego gatunku, jak i te zupełnie przeciwne. Nie ma natomiast żadnych wątpliwości co do klucza doboru ewentualnych współmieszkańców. Na plan pierwszy wysuwają sie tu preferencje pokarmowe P.demasoni i konieczność podawania w zasadzie wyłącznie pokarmów roślinnych. Oprócz tego, że współlokator naszego bohatera powinien pozostawać w dobrej kondycji żerując „na zielenince” (w innym wypadku, wraz ze spadkiem witalności zostanie szybko zdominowany, co może skończyć się tragicznie),  musi reprezentować gatunek mocny i odporny (ale nie na tyle duży i agresywny, by zdominować z kolei P.demasoni). Odpowiednimi będą ryby o charakterystykach P.flavus czy P.elongatus. To oznacza niestety dalszy wzrost agresji w zbiorniku. Koncepcja przegęszczenia, chyba jedyne rozsądne w tym wypadku rozwiązanie, oznacza najczęściej także zagospodarowanie większego zbiornika. W efekcie ośmiocentymetrowej długości ślicznotki pływają w akwarium, które z powodzeniem można by było zasiedlić stadem Placidochromis electra i Aulonocara.

 

Akwarysta dysponujący małym zbiornikiem na szczęście posiada swoją alternatywę w postaci P.saulosi. O ile pielęgnacja tej ryby w zbiorniku długości osiemdziesięciu centymetrów może podlegać jeszcze dyskusji, o tyle metrowe akwarium pomieści dwa, trzy samce i kilka samiczek.  Dużo mniej kłopotów sprawia także zestawianie tych pielęgnic z innymi gatunkami. Wykluczyć jednak należy gatunki agresywne, mocne, znacznie większych rozmiarów, oraz te operujące w strefie przydennej i szczególnie związane z substratem. Upodobanie P.saulosi do zajmowania grot będzie kolidować na przykład z behawiorem mocniejszych i większych Melanochromis. Sprawdza się gatunki aktywne, wszędobylskie, ale łagodne. A także pielęgnice operujące w słupie wody i zajmujące pozycje nad konstrukcjami skalnymi (z oczywistych powodów nie będzie to jednak P.demasoni). Z pewnością zespół taki może uzupełniać większość Labidochromis, Maylandia estherae, Iodotropheus sprengerae, w odpowiednich zbiornikach także Pseudotropheus aceiCynotilapia afra. Warto pamiętać o skłonności P.saulosi do tarła w ukryciu. Zbyt ubogi wystrój zbiornika, zwłaszcza przy przegęszczeniu obsady (choćby łagodnymi gatunkami), może nas pozbawić największej radości i sukcesu jaki staje się udziałem hodowcy.

 

Natura potrafi ukryć w ośmiu centymetrach piękna wiele niespodzianek. P.saulosi i P.demasoni, to dwa bieguny malawistyki. A w zasadzie nie tyle bieguny, co dwie odrębne strategie, dwa udane eksperymenty ewolucji. Sporo można „wyczytać” z małej pielęgnicy. A Malawi, to setki takich lektur.

Marcin Szmel

Bibliografia
· 
"The Cichlids Yearbook" 1991–1995
· "Cichlid-Catalogue” Allgayer, Geerts, Ufermann
· "AquaLex Catalog: Cichlids from Lake Malawi"
· 
cichlidae.com
· malawicichlids.com
· www.petsforum.com
· "Malawi Cichlid in Their Natural Habitat", Ad Konings
· "Cichlids and All Other Fishes of Lake Malawi", Ad Konings
· "Malawi - piękno i pasja", Krzysztof M. Kaźmierczak

 

 

ARCHIWUM 2000-2006 © Copyright info: PolskieMalawi